Kategorie

  • Brak kategorii

Fiŝo sen vino estas veneno

W te wakacje stawiamy na wschodnią Polskę. Do tej pory zawsze zaniedbywaliśmy ten region, na wschód od Wisły najdalej wypuszczaliśmy się do podwarszawskich Marek, postanowiliśmy więc te braki nadrobić. Zaczęliśmy od Białegostoku, miasta, które z atrakcjami turystycznymi się nie kojarzy. Próbuje jednak usilnie to zmienić, i ma po temu wszelkie szanse. Musimy przyznać, że nie widzieliśmy jeszcze w Polsce miasta tej wielkości, które tak mocno przyłożyłoby się do podnoszenia walorów turystycznych. Wymyślono kilka czytelnych osi narracji: barokowe miasto Branickich, Zamenhof i Esperanto, Żydzi, dziewiętnastowieczny przemysł, wielokulturowość. Wytyczono szlaki, uzbrojone w wielojęzyczne tablice informacyjne. Zamieniono rynek w urokliwy deptak. W ratuszu umieszczono knajpę z lokalną kuchnią (ach, kartacze). Wprowadzono weekendowe bilety komunikacji miejskiej. Wyremontowano dziewiętnastowieczny dworzec, przywracając mu dawną świetność. Nawet rozkłady jazdy kolei są dwujęzyczne, polsko-esperanckie (jakim cudem przekonano PKP do takich ekstrawagancji?!). Wyjechaliśmy pod naprawdę dużym wrażeniem.
I choć z winem Podlasie niewiele ma wspólnego, region dumny jest z powstających w nim trunków. Doczekały się nawet obiektu w regionalnym Muzeum Wsi.

Negocjant twierdzi, że Terre du Lion saint-julien 2001 powstało z win posiadłości grand cru, które nie weszły w skład ich pierwszych (i pewnie drugich) win. Podwójnie dobrze się stało, bo i to nie jest wybitne wino, i jest okazja napić się dobrego+ saint-julien za – uwaga – 30 zł (w promocji). W tej cenie nie ma co narzekać, że wino proste, pozbawione subtelności najlepszych bordo, że niemal zupełnie bez finiszu. Wciąż dostajemy sporo smacznego owocu, niezłe garbniki, jakąś strukturę. Do domowego hamburgera jak znalazł.

Gróf Buttler egri pinot blanc 2008 to dziwne wino. W nieprzezroczystym kieliszku można by je wziąć za czerwone. Pachnie konfiturą jagodową, owocami czarnego bzu i głogu. Gęste, zawiesiste, bardzo mocne, ale i bardzo kwasowe, owoc gdzieś ucieka, finisz dymny, przypalony, jakby garbnikowy. Niedrogie, 32 zł, ale i tak nie wiemy, co o nim myśleć i czy chcielibyśmy do niego wracać.

To, że we Frankonii robią dobre wino, wiemy od dawna. Okazuje się, że robią tam również prawie dobrego+ dornfeldera, a to już sztuka. Ipsheimer Burgberg dornfelder franken 2008 z Weingut Schürmer okazał się być całkiem sympatycznym, lekko słodkim, owocowym, pozbawionym garbników winem o charakterystycznym aromacie spalonych tostów z dżemem wiśniowym. Jest tu jednak przyzwoita kwasowość równoważąca cukier resztkowy (chyba trochę go tu jest), przechodząca w przyjemny, cytrusowy finisz. Fajne, wakacyjne wino za 6€ w wiejskim sklepiku.

Mézes Mály tokaji zéta töppedt szőlőből 2007 Istvána Balassy to dla nas podwójna premiera. Pierwsze wino z tej odmiany, jednej z sześciu dopuszczonych w regionie, i pierwsze wino kategorii „töppedt szőlőből”, która – wg naszego googlowego śledztwa – oznacza wino z podsuszonych, ale niezbotrytyzowanych jagód, coś w stylu Beerenauslese (może ktoś zweryfikuje?). Pachnie chlebem z masłem, miodem i dżemem pomarańczowym, jest gęste, kremowe, słodkie, z kwasowością dużo niższą niż tokajska norma, ale wciąż zrównoważone i świeże. Bardzo dobre-. 68 zł za półbutelkę.

2c komentarze/y do Fiŝo sen vino estas veneno

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>