Kategorie

  • Brak kategorii

Starość i radość

Niemiecki wieczór w Bziku zaczął się niemal jak u Hitchcocka – niemal, bo po trzęsieniu ziemi podobny poziom emocji udało się przywrócić dopiero w finale. Choć i tak było nienajgorzej. Wejście smoka zaliczył nie kto inny jak Egon Müller i jego Scharzhofberger riesling kabinett mosel-saar-ruwer 1990. Lekki, elegancki, delikatny. Nos „rieslingowy”, zintegrowany, prawie niemożliwy do rozłożenia na czynniki pierwsze. Cukier i kwas stopione ze sobą i wtopione w wino, tak że zdaje się, iż ich tam nie ma. Cholernie warto te wina starzyć, choćby i kabinetty. Kendermanns pinot grigio (sic!) pfalz 2009 takie jakieś – dość korpulentne, łagodne, nieco gorzkie w końcówce. Wino jakich tysiące. Riesling classic ahr 2006 Dagernowy również nie powalił – nos rieslinga (w tym sporo siarki), ale usta gęste, mdłe, z posmakiem dębiny (?). Jak dla nas – wino zbędne. Honoru niemieckich czerwonych win broniły dwie butelki. Spätburgunder pfalz 2008 von Buhla sprawił się średnio. Owoc robił wrażenie nie do końca dojrzałego, dominowało poczucie słodyczy (chyba z beczki, bo cukru resztkowego mniej niż zero), kontrastujące z chudością, by nie powiedzieć cienkością wina. Pamiętamy to wino z któregoś z wcześniejszych roczników znacznie lepiej. Za to pomstę powziął Centgrafenberg frühburgunder franken 2004 Rudolfa Fürsta. Pachnące malinami, z żywą cytrusową nutą, eleganckie, soczyste, dojrzałe, poukładane, gładkie wino. Bardzo, bardzo smaczne.
Trochę poza tematem było wino z południowotyrolskiej posiadłości Reinholda Messnera (tak, tego Messnera): Juval Gneis (2008), stołowe wino z PN, zweigelta, st. laurenta i szwajcarskich wynalazków gamareta i garanoir. Ośmiotysięcznik to nie jest, takie solidne Bieszczady. Lakierowo-wiśniowe, przyjemnie owocowe, z zaznaczonymi taninami i świeżą kwasowością, ale niestety zdominowane przez nazbyt wyraźny alkohol. No i na koniec niezwykła przygoda z Château Musar bekaa 1993. Korek przemoczony, zbutwiały, ale z wina coś ocalało. Oznaki przyśpieszonej ewolucji wyraźne – aceton, apteka, zanik garbników. Ale uchował się dojrzały, smaczny owoc, wyraźny kwas, gładkość i, ekhem, potoczystość. Ciekawe doświadczenie.

Na naszego Niemca nie-rieslinga wybraliśmy elbling sachsen 2008 z Schloss Proschwitz. Odmiana na wymarciu, a potrafi pokazać się z dobrej strony. Nos wycofany, gruszkowy, lekko siarkowy (zniknie następnego dnia). W ustach lekkie, acz nie chude. Sporo owocu, wyraźna kwasowość, soczysty, cytrusowy finisz. Dobre+, choć jak wszystkie saksońskie nietanie: 13 €.

Château Chêne de Gombeau canon-fronsac 2008 za 34 zł to dość typowy, dobry bordos ze średniej półki. Fajnie pachnie: porzeczka, wiśnie, powidła śliwkowe, jakaś nuta balsamiczna. Tęgie, ale nie opasłe: kwas trzyma je mocno w pionie. Owoc dobry, dojrzały, przy tym alkohol w ryzach: 13%. Garbniki mocarne, dość szorstkie; przyda się napowietrzenie, kawał mięsa lub cierpliwość.

8c komentarze/y do Starość i radość

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>