Kategorie

  • Brak kategorii

Ferie pod gruszą

Właśnie wróciliśmy z biwaku. Specyficznego, bo we własnym mieszkaniu, ale jednak.
Wszystko zaczęło się od śrubki mocującej pokrętło przy kuchence gazowej. Poluzowała się i w końcu wypadła. Pokrętło się poluzowało, przestaliśmy go używać – w końcu trzy palniki pozostały sprawne. Podejście sprawdzało się, dopóki z kuchni korzystaliśmy tylko my. Pewnego razu my nie ostrzegliśmy, to że z zaworem coś nie tak nie zostało zauważone. Zawór zablokował się w pozycji otwartej, więc trzeba było odłączyć całą kuchnię. Wezwany fachowiec stwierdził, że typ kuchenki stary, nieprodukowany, część trzeba sprowadzić zza oceanu. Sprowadzali, a my w tym czasie korzystaliśmy z kuchenki turystycznej. Gotować na tym dawało się średnio, mieliśmy więc warunki niemal polowe. Gdy część dojechała, okazało się, że kuchenki nie da się rozmontować – coś się zapiekło, żadną siłą nie dało się odkręcić, a więc zawór pozostał niewymieniony. O tym, że stara kuchenka miała nietypowe gabaryty (amerykańskie?), więc nowa nie do końca wpasowała nam się w zabudowę, już nie wspominamy. Prawie nie widać.
By obozowe klimaty były jeszcze bardziej wiarygodne, zaczął nam nawalać podgrzewacz wody. Czasem dawał się uruchomić, a czasem nie, więc ciepła woda była dobrem rzadkim. Tu na szczęście udało się poprzestać na naprawie, choć podobno zabrakło tygodnia, by trzeba było wymieniać i piecyk.
Prądu nam jeszcze nie odłączyli.
Jak co roku, a tym razem przez powyższe przeprawy tym bardziej, ogłosiliśmy styczeń Miesiącem Win Ekonomicznych i poszukujemy życia poniżej trzech dych (nie zaglądając do Biedronki).

O winie za 14 zł – a tyle kosztowało észak-dunántúli sauvignon blanc 2009 ze znanej wytwórni Hilltop – nie da się za wiele napisać. Po prostu: zupełnie przyzwoite, świeże, nieco zielone, ale z niezłym owocem i szczyptą słodyczy białe wino (bo rozpoznanie odmiany nie byłoby zbyt łatwe) w europejskim stylu. Ważne – smakowało również osobom za winem nieszalejącym. Prawie dobre, a więc zupełnie bezpieczny zakup.

Podobno typowy PN – fakt, niczego innego nie przypomina. No i nasze pierwsze wino z tej wyspy: Tasmania pinot noir australia 2008 z Tamar Ridge Estates. Jasne, przejrzyste. Pachnie czysto, owocowo, czerwoną porzeczką, wiśniami i ziołami – może tymiankiem. Soczyste, żywe, ze słodkim owocem. Garbniki nienarzucające się, o „pylastej” fakturze. Słodki, ziołowy finisz. Zupełnie dobre wino, a przy cenie poniżej 24 zł – niezła okazja.

No i najbardziej budżetowa butelka, bo zupełnie darmowa – korpoprezent. Jak trzy lata temuKoonunga Hill shiraz cabernet south australia 2008 Penfoldsa, oczywiście o trzy lata młodsze. Co w środku, wiadomo: pikantny, korzenny, nieco dymny nos, w ustach konfiturowa bomba i raczej łagodne, „słodkie” taniny. Trochę to wszystko ciężkie, owocowi brakuje świeżości, sprawia też wrażenie mocniejszego niż deklarowane 13,5%. Większości konsumentów pewnie się spodoba, my z tych dwóch australijczyków wybierzemy pinota (jak widać po notce sprzed trzech lat gusta nam się zmieniły). Tu więc oczko niżej, dobre-.

2c komentarze/y do Ferie pod gruszą

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>