Kategorie

  • Brak kategorii

Życie Na Szczycie

Za nami kolejna gala Grand Prix Magazynu Wino. Dla nas tym ciekawsza, że nasz blog był reprezentowany, jako czynnik społeczny, w panelu degustacyjnym oceniającym konkursowe wina. Czasem nasze oceny były zbieżne z tym końcowym (w kategoriach win musujących i słodkich), czasem zupełnie w poprzek (wytrawne ze średniej półki), jednak przecież ważniejszy jest udział, niż wynik (wiemy to od naszych reprezentantów na Mundialach i igrzyskach).
Sama gala wypadła nieźle. Ryzyko zadeptania i zgniecenia było mniejsze, choć i byliśmy wcześniej niż w poprzednich latach. Wieża artyleryjska fortu „Włodzimierz” cytadeli warszawskiej to o wiele ciekawsza sceneria niż bezduszne wnętrza sieciowych hoteli. Nie mieliśmy dużo czasu, mogliśmy więc odwiedzić tylko kilka stoisk. I tak było warto.
W końcu na takiej imprezie ktoś pokazał Frankonię. Wprawdzie import idzie kiepsko, niemniej to ważny krok naprzód. Dobrze, że wybór importera padł na Juliusspital, posiadłość dość dużą, by mieć wina na każdy gust, ale i bardzo dobrą i reprezentatywną dla regionu. Przemiła pani Tanja Strätz prezentowała pięć win z 2009 roku: podstawowego silvanera, silvanera kabinett Abstleite, rieslinga kabinett Stein, silvanera Stein GG i traminera spätlese Stein. Świetny zestaw i demonstracja sztandarowego siedliska Stein w Würzburgu. Mineralno-egzotyczny riesling, dymny, kamienny silvaner i elegancki, świeży traminer. Bomba.
Swoje (i żony) wina prezentował Erich Krutzler, zięć swojego teścia. „I don’t want to be a copy of my father-in-law”, powiedział, nie musi się jednak tłumaczyć. Wina Pichler-Krutzler bronią się same. Wspaniały rocznik 2009, doskonałe, mineralne, ekspresyjne rieslingi i veltlinery z Wunderburgu (teść pochwalił rieslinga), Loibenbergu i In der Wand, gęsty, starzony na osadzie veltliner z Supperin (2008), prostolinijne, lecz perfekcyjne veltlinery z Klostersatz i Frauengärten. Niechże ktoś ich do Polski sprowadzi!
Do Polski za to sprowadził się Amerykanin i pod Wrocławiem postanowił robić dobre wina. Na razie rzeczywistość nie sięga marzeń, bo wina z rocznika 2008 do picia nadają się z trudem, a do kupowania – przy cenach dochodzących pod stówę – wcale. Riesling zielony i kwaśny, chardonnay rozwarstwione i zadębione, a pinot noir szypułkowy i nieczysty. Mike Whitney tryska jednak optymizmem, cieszy się, że „other wines around here kick his ass” i zapewnia, że wina Adorii będą już tylko lepsze.
Amerykańskie przedsięwzięcie na Morawach, Stapleton&Springer wypada dużo okazalej. Ich pinot noir Modré hory 2008 (brązowy medal do 60 zł) i kupaż PN z st. laurentem Roučí 2006 udanie łączą środkowoeuropejski charakter(ek) z bardziej międzynarodową przystępnością. A my być może w końcu zdecydujemy się na zamówienie wina w dość dziwnym sklepie internetowym – niby zagranicznym, niby polskim, na pierwszy rzut oka trochę firma Krzak. Jego właściciel i szef jednak istnieje w rzeczywistości materialnej, wina też ktoś już pił, więc wypróbujemy.

Susana Balbo reprezentowała już damy winiarskiego świata przy okazji naszej lożowej degustacji „win kobiet”. Tym razem jej Dominio del Plata cabernet sauvignon mendoza 2006 prezentowało się solo – i zaprezentowało się bardzo dobrze-! Owocowo-przyprawowe (porzeczka, śliwka, oregano, jałowiec), słodki owoc wpleciony w mocną (jak na Nowy Świat) garbnikową strukturę, ponad czternastoprocentowy alkohol ładnie wkomponowany; pełne, długie, „winne”. Optymalny nowoświatowiec za pięć dych.

Cienkie, kwaśne, ale chce się pić po ostatnią kroplę? Musi francuskie. Château Magence graves 2002 takie właśnie jest: ciągną go wyrazisty kwas i nieco szorstkie garbniki, chudy, porzeczkowo-wiśniowy owoc pozostaje w tyle, wrażenia urozmaicają aromaty mokrych liści i ściółki leśnej (ze szczególnym uwzględnieniem grzybni). Ten trochę dekadencki zapach i szczególna soczystość sprawiają, że wino świetnie się pije, choć przecież i rocznik słaby, i posiadłość z tych anonimowych. Dobre+, 41 zł, ale wielkich zapasów nie ma co robić – lepsze już nie będzie.

W prawie okrągłą rocznicę wino z „naszego” rocznika: Graacher Himmelreich riesling auslese mosel-saar-ruwer 1997 samego Joh. Jos. Prüma. Pachnie bardziej wodą z potoku niż winem, z trudem można wyłapać nuty cytrusów i nafty. W ustach wrażenie lekkiego musowania; reszta poddaje się analizie już z trudem. Kwasowość i słodycz są idealnie zrównoważone i stopione ze sobą. Choć w liczbach bezwzględnych obie wartości zapewne są imponujące, tu przechodzą niemal niezauważone. Zapamiętuje się głównie wrażenie źródlanej świeżości i długiego, lekko słonego finiszu. Warto było dać 122 zł za tę bardzo dobrą+ butelkę; nie wiedząc jednak, czego się spodziewać, można by się rozczarować (zwłaszcza płacąc cenę półkową: 200 zł).

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>